Propozycja SAFE 0% zakłada finansowanie armii poprzez operacje na złocie NBP, ale w praktyce oznacza to kosztowne transakcje, ryzyko rynkowe i brak gwarancji, że państwo w ogóle odzyska sprzedane rezerwy.
Debata o finansowaniu modernizacji armii w Polsce weszła w nową fazę po tym, jak prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę umożliwiającą skorzystanie z programu SAFE przygotowanego przez Unię Europejską.
Zamiast kredytu z UE pojawiła się alternatywna koncepcja określana jako SAFE 0%. W przekazie politycznym rozwiązanie to przedstawiane jest jako sposób finansowania wydatków obronnych bez zaciągania oprocentowanego długu.
Problem polega na tym, że w projekcie SAFE 0% w rzeczywistości nie ma żadnych realnych pieniędzy. Są jedynie operacje na rezerwach złota Narodowy Bank Polski, które w praktyce oznaczają kosztowne transakcje rynkowe i duże ryzyko finansowe.
Program SAFE przygotowany przez Komisja Europejska zakłada udzielanie państwom członkowskim preferencyjnych pożyczek na modernizację armii.
W przypadku Polski mówimy o kwocie około:
43–44 miliardów euro,
czyli blisko 200 miliardów złotych.
Koszt takiego finansowania byłby stosunkowo niski – około 3% oprocentowania.
Dla porównania, rentowność polskich obligacji skarbowych wynosi obecnie około 5,7%, czyli niemal dwukrotnie więcej.
Alternatywa określana jako SAFE 0% opiera się na założeniu, że państwo mogłoby finansować wydatki poprzez operacje na rezerwach złota NBP.
W teorii wygląda to prosto:
sprzedać część złota,
sfinansować wydatki obronne,
odkupić złoto w przyszłości.
Problem w tym, że rynki finansowe nie działają jak państwowy bankomat.
Każda taka operacja oznacza realne koszty.
Na rynku złota funkcjonują spready transakcyjne – różnica między ceną sprzedaży a ceną kupna. Nawet dla banków centralnych oznacza to prowizje i koszty operacyjne.
Jeśli państwo:
sprzedaje złoto,
a następnie chce je odkupić,
to musi zapłacić:
prowizję sprzedaży,
prowizję zakupu,
koszty logistyczne i finansowe.
W praktyce oznacza to, że sama operacja „sprzedać i odkupić” generuje stratę jeszcze zanim zmieni się cena złota.
Aby taka strategia miała sens finansowy, musiałby wydarzyć się jeszcze jeden scenariusz.
Cena złota musiałaby spaść po sprzedaży.
Dopiero wtedy państwo mogłoby odkupić kruszec taniej i odzyskać część sprzedanych rezerw.
To jednak oznacza próbę spekulacji na rynku złota.
Aby taki plan zadziałał, trzeba byłoby:
przewidzieć moment sprzedaży,
przewidzieć spadek ceny,
przewidzieć moment ponownego zakupu.
Innymi słowy – państwo musiałoby prowadzić operacje tradingowe podobne do tych, które wykonują fundusze inwestycyjne.
Dla banku centralnego byłoby to działanie skrajnie nietypowe i ryzykowne.
Dodatkowym problemem jest reakcja inwestorów na samą zapowiedź takich pomysłów.
W ostatnich tygodniach rentowność polskich obligacji wzrosła z około 5% do około 5,7%.
Przy długu publicznym wynoszącym około 1,6 biliona złotych oznacza to potencjalny wzrost kosztów obsługi długu nawet o:
około 11 miliardów złotych rocznie.
Oczywiście pełny efekt pojawia się stopniowo, wraz z refinansowaniem długu. Jednak sygnał wysłany rynkom jest jednoznaczny – rośnie niepewność co do stabilności finansów publicznych.
Tu pojawia się największy paradoks całej koncepcji.
Program SAFE UE oznaczałby koszt około 6 miliardów złotych odsetek rocznie przy finansowaniu na poziomie około 200 miliardów złotych.
Tymczasem wzrost rentowności obligacji o 0,7 punktu procentowego może zwiększyć koszt obsługi długu państwa nawet o 11 miliardów złotych rocznie.
W efekcie próba uniknięcia kredytu z UE może sprawić, że Polska zapłaci więcej – tylko w mniej widoczny sposób.
Rezerwy złota banków centralnych mają zupełnie inną funkcję niż finansowanie bieżących wydatków państwa.
Są one:
zabezpieczeniem stabilności waluty,
elementem rezerw walutowych,
instrumentem budującym wiarygodność finansową kraju.
Wykorzystywanie ich do finansowania wydatków budżetowych poprzez operacje sprzedaży i odkupu oznaczałoby odejście od standardowych praktyk bankowości centralnej.
Program SAFE 0% brzmi atrakcyjnie w politycznym przekazie, ponieważ sugeruje możliwość finansowania armii „bez długu i bez odsetek”.
W praktyce jednak:
w projekcie nie ma realnych pieniędzy,
sprzedaż i odkupienie złota oznacza koszty prowizji,
powodzenie całej operacji zależałoby od spekulacji na rynku złota,
To dlatego coraz więcej ekonomistów wskazuje, że próba uniknięcia kredytu z UE może okazać się znacznie droższą strategią niż jego przyjęcie.
A złoto Narodowy Bank Polski nie jest narzędziem do takich eksperymentów finansowych.