Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy dotyczącej programu SAFE UE może kosztować Polskę miliardy złotych rocznie poprzez wzrost rentowności obligacji i droższy dług publiczny.
Decyzja prezydenta Karol Nawrocki o zawetowaniu ustawy umożliwiającej Polsce skorzystanie z programu SAFE wywołała ostrą debatę ekonomiczną. Program miał umożliwić Warszawie dostęp do preferencyjnych pożyczek na modernizację armii w ramach wspólnej polityki obronnej Unia Europejska.
Weto oznacza jednak nie tylko polityczny spór między prezydentem a rządem. Rynki finansowe bardzo szybko zaczęły wyceniać jego potencjalne konsekwencje – a pierwszym sygnałem był wzrost rentowności polskich obligacji.
Program SAFE to mechanizm finansowy przygotowany przez Komisja Europejska, który ma pomóc państwom członkowskim finansować modernizację armii i zwiększać zdolności obronne Europy.
Dla Polski oznaczałoby to dostęp do pożyczki sięgającej około 43–44 miliardów euro, czyli blisko 200 miliardów złotych. Kluczową zaletą programu jest stosunkowo niskie oprocentowanie – szacowane na około 3 procent.
W praktyce byłby to kredyt tańszy niż większość finansowania dostępnego na rynku obligacji.
Prezydent argumentował, że korzystanie z unijnego programu zwiększyłoby zadłużenie Polski wobec instytucji europejskich i ograniczało suwerenność finansową państwa. Zamiast tego w debacie publicznej pojawiła się alternatywna koncepcja określana jako „SAFE 0%”.
Zakłada ona finansowanie części wydatków obronnych poprzez operacje związane z rezerwami złota Narodowy Bank Polski lub zyskami generowanymi przez te rezerwy.
Politycznie pomysł brzmi atrakcyjnie – państwo nie zaciąga kredytu i formalnie nie płaci odsetek.
Ekonomicznie sytuacja wygląda jednak znacznie mniej optymistycznie.
Rynki finansowe reagują przede wszystkim na stabilność instytucjonalną i przewidywalność polityki gospodarczej. Spór o finansowanie armii oraz pojawienie się koncepcji wykorzystania rezerw złota NBP zwiększyły niepewność inwestorów.
Efekt był szybki.
Rentowność polskich obligacji dziesięcioletnich wzrosła z poziomu około 5 procent w lutym do około 5,7 procent w połowie marca 2026 roku.
Choć na pierwszy rzut oka zmiana wydaje się niewielka, w przypadku długu publicznego liczonych w bilionach złotych oznacza ogromne pieniądze.
Dług publiczny Polski wynosi obecnie około 1,6 biliona złotych. Przy takiej skali nawet niewielka zmiana oprocentowania przekłada się na miliardy złotych kosztów.
Proste obliczenie pokazuje skalę problemu:
wzrost rentowności z około 5% do 5,7% oznacza zmianę o 0,7 punktu procentowego,
przy długu 1,6 bln zł oznacza to potencjalnie nawet 11,2 miliarda złotych dodatkowych kosztów rocznie, jeśli taki poziom rentowności utrzyma się w dłuższym okresie.
Oczywiście pełny efekt pojawia się stopniowo, ponieważ obligacje zapadają w różnych terminach. Jednak wraz z refinansowaniem długu wyższe oprocentowanie obejmuje coraz większą jego część.
Tu pojawia się największy paradoks całej sytuacji.
Pożyczka z programu SAFE UE kosztowałaby około 3 procent rocznie. Przy kwocie około 200 miliardów złotych oznaczałoby to mniej więcej 6 miliardów złotych odsetek rocznie.
Tymczasem wzrost rentowności obligacji o 0,7 punktu procentowego oznacza potencjalny wzrost kosztu obsługi całego długu państwa nawet o 11 miliardów złotych rocznie.
Innymi słowy, próba uniknięcia unijnego kredytu może w praktyce sprawić, że Polska zapłaci więcej – tyle że w mniej widoczny sposób.
Największym problemem nie jest jednak sam koszt finansowy. Rynki kapitałowe reagują przede wszystkim na sygnały dotyczące stabilności instytucji państwa.
Jeżeli inwestorzy uznają, że:
rośnie konflikt polityczny wokół finansów publicznych,
pojawiają się niestandardowe pomysły finansowania wydatków państwa,
zwiększa się niepewność co do relacji z instytucjami europejskimi,
mogą żądać wyższej premii za ryzyko przy zakupie polskich obligacji.
A to oznacza droższy dług nie tylko dziś, ale również w przyszłości.
Weto prezydenta Karol Nawrocki wobec ustawy dotyczącej programu SAFE UE wykracza daleko poza polityczny spór o relacje z Unia Europejska. Decyzja ta ma realne konsekwencje dla finansów publicznych i wiarygodności gospodarczej Polski.
Jeżeli wzrost rentowności obligacji okaże się trwały, koszt obsługi długu państwa może wzrosnąć nawet o kilkanaście miliardów złotych rocznie. W takim scenariuszu próba uniknięcia kredytu z UE może okazać się znacznie droższym rozwiązaniem niż jego przyjęcie.
I właśnie taki rachunek rynki finansowe zaczęły już wystawiać Polsce.